sobota, 1 września 2012

73 rocznica wybuchu II wojny światowej

Dzisiaj przypada 73 rocznica wybuchu II wojny światowej. Wojna ta pozbawiła życia miliony niewinnych ludzi a układ sił geopolitycznych jaki ukształtował się po jej zakończeniu decydował o kształcie ówczesnego świata przez następne dziesięciolecia. W wyniku II wojny światowej wyniszczane oraz przesiedlane były całe narody na niespotykaną nigdy dotąd skalę. Dla nas Polaków data ta ma wymiar szczególny gdyż byliśmy pierwszym państwem na które skierowana była hitlerowska agresja. Wydawałoby się że data taka jak ta powinna być wyjątkowo celebrowana w naszym kraju. Nie dlatego żeby rozczulać się nad własnym losem ale dlatego, że jest to element naszej wspólnej historii kształtujący świadomość narodową, memento przypominające do czego prowadzi polityka ciągłych ustępstw i przymykania oka na agresję innych. Doskonale rozumie to tzw. Polska "lokalna" gdzie organizowane są liczne uroczystości, spotkania historyczne, inscenizacje itd. Tego samego brakuje mi od kilku lat na szczeblu ogólnokrajowym.
Nie było żadnego przemówienia premiera ani prezydenta, nie wiadomo mi też nic o obchodach w stolicy. Rano tv pokazała krótką relację z Westerplatte potem news o wmurowaniu kamienia węgielnego pod nowe muzeum II wojny światowej w Gdańsku i właściwie na tym koniec. Wieczorem za to TVP1 puścił film o ataku na Pearl Harbor (nie wiem co to ma wspólnego z Polską :))), Polsat wyemitował Byliśmy żołnierzami (film o wojnie w Wietnamie), TVP2 standardowo jakiś kabarecik, TVN film o tancerzach a Polonia film o wojnie polsko-bolszewickiej. Niedługo pewnie będą puszczać Krzyżaków bo i ci byli Niemcy i tamci też byli Niemcy a tłuszcza i tak nie zauważy różnicy :).
Nie pisałbym może o tym gdyby nie fakt, że sytuacja taka zaczyna się powtarzać. Kilka tygodni wcześniej 15 sierpnia kiedy świętowaliśmy rocznicę zwycięstwa w wojnie polsko-bolszewickiej TV serwowała jakieś odmóżdżające seriale i amerykańskie filmy o miłości. Dziwi mnie to tym bardziej, że przecież TVP posiada całą masę świetnych filmów dokumentalnych dotyczących tak II wojny światowej jak i wojny polsko-bolszewickiej, nie wspomnę już tutaj o filmie Jerzego Hoffmana Bitwa warszawska 1920.

Dla przypomnienia, że jeszcze 3 lat temu obchody tej rocznicy wyglądały trochę inaczej niż obecnie zamieszczam przemówienie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego wygłoszone na Westerplatte 1.09.2009.

wtorek, 18 października 2011

Każdy sposób promocji jest dobry

Gmina Przerośl będzie miała całkiem niezłą promocję dzięki marketingowi szeptanemu jaki może powstać wokół filmu "Twoja Stara Baśń". Co prawda zdjęcia nie były kręcone w Przerośli ale nazwa ta przewija się tam dość często, z racji tego, że główny bohater filmowy Gienko pochodzi z tej miejscowości. W rzeczywistości nazwa Przerośl została wykorzystana w filmie dlatego, że ojciec reżysera Łukasza Jedynastego urodził się właśnie tam, a sam reżyser jak powiedział w Radio 5 ma duży sentyment do Suwalszczyzny.

Treść filmu:
Jest to komedia akcji osadzona w baśniowym średniowieczu, w Polsce, rzecz jasna. Główny bohater - Gienko - jest skromny mazurskim rybakiem, którego bardziej jednak interesują dziewczyny i miód pitny aniżeli rybołówstwo. Pewnego dnia nasz bohater znajduje w lesie tajemniczy przedmiot, przez który wpada w poważne tarapaty - zostaje niesłusznie oskarżony o zabicie dwóch rycerzy. Ścigany przez "królewskich", Gienko wyrusza do zamku szukać sprawiedliwości i zemsty, przeżywając (czasem ledwo) po drodze wiele przygód (między innymi spotkanie z Czerwonym Kapturkiem, Robin Hoodem, walkę ze Smokiem Wawelskim).

Poniżej zamieszczam zwiastun z yt.



poniedziałek, 19 września 2011

Strona Gminy Bakałarzewo w nowej odsłonie


Z przyjemnością dzisiaj odnotowałem że strona Gminy Bakałarzewo ma nową szatę graficzną. Layout został znacznie uwspółcześniony i jak dla mnie jest obecnie bardziej czytelny. Szkoda tylko, że w galerii nie ma nowych zdjęć bo jest się czym chwalić.

czwartek, 23 czerwca 2011

Premier Tusk grał w piłkę z dziećmi z Ełku


22 czerwca na stadionie Agrykola premier Tusk rozegrał mecz z dziećmi z Ełku. Jak podano w mediach, inicjatorem był 9-letni Maksymilian (zawodnik UKS Rona 03 Ełk), który wysłał do premiera list następującej treści:

"...Chciałbym z Panem zagrać mecz. Proszę odesłać odpowiedź, datę, kiedy będę mógł grać i na jakim stadionie oraz jak mam się przygotować..."

Drużynę premiera wspomógł piłkarz Legii Michał Kucharczyk, natomiast drużynę przeciwną trener reprezentacji Franciszek Smuda oraz Cezary Kucharski, były piłkarz Legii i reprezentacji. Mecz zakończył się oczywiście wynikiem 5:2 na korzyść drużyny Premiera.
Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, bo parę tygodni temu media podawały, jak to przed wyborami politycy potrafią robić takie "spontaniczne" spotkania z ludem i np. członkowie partii chodzą po wsi i pytają, kto wyraża chęć zjedzenia obiadu z politykiem. Moją uwagę zwrócił jednak fakt tego jak wydarzenie zostało sprzedane przez naszhttp://www.blogger.com/img/blank.gife media. Wszędzie można było oglądać sielankowe relacje z meczu, jak to spełniają się marzenia małego chłopca, tymczasem został przemilczany ciekawy incydent, do jakiego doszło podczas meczu. Zapraszam do obejrzenia:





dla porównania przypudrowana relacja TVN:

http://www.tvn24.pl/12694,1707880,0,1,premier-vs-dzieci-52-nie-cofali-nog,wiadomosc.html

niedziela, 22 maja 2011

Widziane w stolicy

W dniach 21-22 maja miał miejsce VI (Warszawski) Konwent Gier Strategicznych Grenadier, który po raz drugi odbywał się w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej. Impreza skierowana jest do osób interesujących się wargamingiem, militariami, rekonstrukcją historyczną oraz ogólnie pojętą historią. Podczas jej trwania można było obejrzeć liczne inscenizacje historyczne, pokazy gier bitewnych i planszowych. Każdy mógł porozmawiać z rekonstruktorami a także zwiedzić stoiska partnerów imprezy takich jak NSR, Policja, Straż Graniczna i wielu, wielu innych (listę partnerów można znaleźć pod adresem: http://www.grenadier.wargamer.pl). Ciekawostką może być np. stanowisko daktyloskopijne gdzie można było zobaczyć jak łatwo jest pobrać odciski palców nawet ze zwykłej kartki papieru. Miłośnicy militariów mieli okazję zobaczyć z bliska liczny sprzęt wojskowy w tym legendarnego Shermana M4A1 i Kubusia (wóz bojowy z Powstania Warszawskiego). Mi jednak najbardziej do gustu przypadły inscenizacje historyczne i dwie z nich zamieszczam w poniższej galerii.

więcej informacji o programie imprezy można znaleźć na stronie Domu Kultury Śródmieście:
http://dks.art.pl/index.php?p=rep&s=328val=&f=2011-05




VI Grenadier, Cytadela 2011-05-22


Obrona barykady przez Batalion Parasol

środa, 18 maja 2011

Wykopaliska archeologiczne za miedzą



Ostatnimi czasy w mediach pojawiły się dwa nowe niusy o pracach archeologicznych na naszych terenach. I tak na portalu dawna-suwalszczyzna.com.pl pojawiła się ciekawa relacja z archeologicznych badań sondażowych w Niemcowiźnie, gdzie archeolodzy z UW badali cmentarzysko jaćwieskie zlokalizowane nad brzegiem Szczeberki(http://www.dawna-suwalszczyzna.com.pl/index.php?dzial=art&m=630) a gazeta Olsztyńska podała informacje, że cmentarzysko odkryte podczas prac nad budową obwodnicy Olecka liczby już około 100 zlokalizowanych grobów. Ta druga informacja zaciekawiła mnie bardziej ze względu na charakter tych mogił oraz osoby, które zostały w nich pochowane. Groby datowane są na XVIII i XIX w. Ustalone to zostało m.in. na podstawie monet jakie znajdywano w mogiłach. Wydawać by się mogło, że jest to zwyczaj raczej antyczny a tu proszę praktykowali go jeszcze Prusowie i to całkiem niedawno :). Inną ciekawostką jest fakt, że wśród tych grobów odnaleziono mogiły Philipa Sebastiana Moro i Abrahama Hillmanna. Pierwszy był koniuszym stadniny królewskiej w Olecku natomiast drugi był dzierżawcą folwarku w Sedrankach.

Bieżące informacje o tym wykopalisku można przeczytać na stronie http://obwodnicaolecka.pl/:


Wydawać by się mogło, że w początkach XXI wieku wszystkie zabytki zostały już dawno zlokalizowane i opisane. Tymczasem wciąż jeszcze dochodzi do ciekawych i ważnych odkryć, dotyczących dziejów Mazur. Na niecodzienne znalezisko natrafili archeolodzy nadzorujący prace ziemne prowadzone przy budowie obwodnicy Olecka, już na samym początku realizacji inwestycji.

W dniu 17 września br. zlokalizowano pozostałości cmentarza użytkowanego pod koniec XVIII w, nie zarejestrowanego dotąd w archiwach służby ochrony zabytków. Cmentarz znajduje się we wsi Sedranki, przy projektowanym zjeździe z obwodnicy w kierunku Gołdapi, po lewej stronie od drogi, na wzniesieniu o kształcie regularnego czworoboku o wymiarach ok. 30x40 m i wysokości ok. 2 m. Kompleks cmentarny umiejscowiony jest na zachodniej krawędzi wyniesienia. Odkryto tam płytę nagrobną oraz oparty o metalowy palik żeliwny krzyż. Według informacji ludności miejscowej, na cmentarzu znajdował się także drugi podobny krzyż, który został zabrany przez „Niemców”. Pierwotnie zachowany do tej pory krzyż był osadzony w ziemi kilka metrów od płyty nagrobnej i umocowany pomiędzy dwoma ociosanymi na kształt regularnych prostopadłościanów kamieniami. Napisy, wykonane po niemiecku pismem tzw. gotyckim (tu przytoczone w tłumaczeniu polskim), mimo skorodowania są czytelne. Ustalono, że w grobie spoczywał Philip Sebastian Moro, Królewski Koniuszy stadniny w Olecku, urodzony w Bayreuth w 1739 r., zmarły w 1799 roku. Po ustaleniach ze służbami odpowiedzialnymi za ochronę zabytków, krzyż został zabezpieczony w Muzeum w Kętrzynie.

Płyta nagrobna, wykonana z drobnoziarnistego piaskowca o barwie jasnoszarej, ma wymiary 2,35 x 1,45 x 0,12 m. Brak śladów wkopów lub prób jej przesunięcia, powinna więc znajdować się na swoim miejscu i przykrywać pierwotny pochówek. Na płycie wykuto inskrypcję w języku niemieckim (także pismem tzw. gotyckim). Niektóre słowa są słabo czytelne i pełne odcyfrowanie tekstu może zająć trochę czasu. Jest to rodzaj pełnego zadumy epitafium, z uwagi na grę słów i wyrafinowany, oryginalny język poezji, trudnego do przetłumaczenia na język polski. Udało się jednak ustalić, że pod płytą spoczywa Abraham Hillmann, urodzony 16 marca 1741, zmarły 26 (lub 20?) czerwca 1794 r. Wstępne badania historyczne potwierdziły, że w 1780 r. folwark w Sedrankach dzierżawił Abraham Hillmann, a następnie jego potomkowie (ród von Lensky).

Istnieje podejrzenie, że część nasypu może stanowić cmentarzysko żołnierzy francuskich z 1813 roku (odwrót Napoleona z Rosji). Kształt nasypu i lokalizacja wzgórka w miejscu naturalnie obronnym, między jeziorem i rzeką, sugerują też, że mógł się tu znajdować w średniowieczu krzyżacki gródek strażniczy. Wątpliwości mogą rozstrzygnąć jedynie archeologiczne sondażowe badania wykopaliskowe, planowane jeszcze w tym roku.

Odkrycie zostało zgłoszone kierownikowi Delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Ełku, który dokonał oględzin tego miejsca i polecił wstrzymać prace budowlane na tym niewielkim wzniesieniu do czasu przeprowadzenia wykopalisk i przeniesienia zabytków w bezpieczne miejsce. Nie będzie to miało żadnego wpływu na termin realizacji obwodnicy Olecka.


Tekst i zdjęcia (w galerii):
Izabela Mellin-Wyczółkowska, Aneta Gołębiowska-Tobiasz

Red. Jerzy Siemaszko


fotorelacja dostępna jest również na stronie: http://olecko.wm.pl/13951-48203,Na-budowie-obwodnicy-Olecka-natrafiono-na-cmentarz-uzytkowany-w-XVIII-wieku,331114.html

niedziela, 6 marca 2011

Kaziuki


Jak co roku 4 marca na św. Kazimierza urządzane są Jarmarki Kaziukowe. Wileńskie trwają już od piątku (do dzisiaj) natomiast Suwalskie po raz XII odbyły się w niedzielę następująco po 4 marca. Tradycyjnie można na nich było kupić rękodzieło i żywność ekologiczną. W tym roku tym co wyróżnia imprezę od poprzedniej jest z pewnością przegląd zespołów ludowych z Suwalszczyzny podczas którego wystąpił również nasz rodzimy Bakałarz.

pełna relacja z imrepzy na stronie Radia 5: http://radio5.com.pl/?id=1&ia=30405

zobacz również:

relacja z Kaziuków Wileńskich: http://kurierwilenski.lt/2011/03/04/w-wilnie-juz-tetni-jarmark-kaziukowy/

relacja z zeszłorocznych Kaziuków: http://e-baccalarius.blogspot.com/2010/03/wilenskie-kaziuki-zawitay-do-warszawy.html

sobota, 12 lutego 2011

New Poland


               Tak brzmi tytuł filmu dokumentalnego zrealizowanego niedawno przez TVP Historia. Autorami filmu są Grzegorz Braun i Robert Kaczmarek. Tytuł jest nawiązaniem do broszury wydanej przez Bronisława Geberta w 1945 r o takim samym tytule. Uzasadniała ona przekazanie Polski pod Radziecką strefę wpływów. Uzasadnienie to było kontrastem przedstawiającym zerwanie z II RP - zacofaną, klerykalną, pół-faszystowską, antysemicką, posiadającą obozy koncentracyjne dla mniejszości narodowych, chłopów i robotników z "nową" Polską Ludową - postępową, demokratyczną, posiadającą reformę rolną oraz rządzoną oczywiście przez komunistów.

               Film przestawia w jaki sposób agenci ZSRR wysyłali fałszywy, faszystowski obraz Polski w świat zarówno przed wojną jak i w jej trakcie. Ich działania prowadziły do skłócenia ze sobą środowisk polonijnych w USA oraz dyskredytowania osób walczących o wolną Polskę w oczach aliantów. Dzięki tym propagandzistom Churchill i Roosevelt można powiedzieć w pewnym sensie dostali świetne rozgrzeszenie dla oddania Polski sowietom i pozwolenia im na instalację rządu komunistów.

               Film opowiada również o kulisach podziału terytorialnego Europy Środkowej o tym jak sowieci za pomocą swoich agentów w najbliższym otoczeniu prezydenta Roosevelta zapewniali korzystny dla siebie wynik negocjacji w Jałcie. O tym oraz wielu innych faktach z tamtych lat wiadomo obecnie dzięki prowadzonym w latach 40 XX w. pracom kryptologów, agentów wywiadu oraz kontrwywiadu w ramach Projektu Venona.
               Myślę, że film na pewno jest wart obejrzenia, do czego gorąco zachęcam.



źródła:
http://www.obnie.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1666:new-poland-braun&catid=81:historia&Itemid=27
http://www.polishnews.com
http://www.1939.pl/

wtorek, 11 stycznia 2011

Przedwojenna Suwalszczyzna na filmie





Pełen film jest do pobrania pod adresem:

http://chomikuj.pl/Ryszard_Ochodzki/Filmy+dokumentalne/Suwa*c5*82ki+1937

Film został nakręcony 1937r. i pochodzi ze zbiorów Claire i Davida Oppeheim. Zawiera dużo ujęć z Filpowa (głównie rynek, cmentarz żydowski i okolice), Suwałk (targowiska nad zalewem Arkadia i Placu Marii Konopnickiej, Czarnej Hańczy oraz wielu innych). Dzięki temu filmowi można zobaczyć przede wszystkim jak wyglądali zwykli ludzie żyjący w tamtych czasach, ale i też tak unikalne sceny jak nagranie z Filipowa, które być może jest jedyne na świecie :).

ps. Szkoda że nie chciało im się przyjechać na herbatkę do Bakałarzewa :D

Poszatkowany film można obejrzeć na kanale użytkownika:

http://www.youtube.com/user/W1n73rMute#p/u/11/dsOkUaDDZ_4

niedziela, 9 stycznia 2011

Blog wójta Raczek



Pod adresm: http://romanfiedorowicz.blogspot.com znajduje się blog prowadzony przez wójta Raczek. Można na nim poczytać chociażby ciekawe statystyki w których zestawiane są Raczki z sąsiednimi gminami (w tym również z gminą Bakałarzewo) ale też o tym co się generalnie w Raczkach dzieje lub będzie działo :). Ciekawym projektem jest np. budowa stanicy wodnej w Sidorach, która na projekcie wygląda bardzo obiecująco.


środa, 29 grudnia 2010

Co rząd zrobi dla Suwalszczyzny?



Czytając dzisiejsze wiadomości w serwisach internetowych, można dojść do wniosku, że nasz rząd wziął sobie do serca słowa Kononowicza i ma zamiar zlikwidować wszytko, żeby nie było niczego... Wiadomość pierwsza - obwodnica Suwałk planowana od kilku już dobrych lat została wyłączona z Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2011-2015. Termin odroczenia budowy? Nieznany... Pewnie przy kolejnych wyborach będzie bardziej znany, żeby tylko mieć co sprzedać wyborcom, a po wyborach znowu będzie kryzys, dziura budżetowa itd. Wiadomość druga - likwidacja Domu Pracy Twórczej w Wigrach. Efekt - około 40 osób straci pracę, a Suwalszczyzna straci jedyną instytucję tego typu w naszym regionie. Nie będzie już Jarmarków Wigierskich, świątecznych bazarków slow-foodowych, koncertów, konferencji, promocji regionu ani wspierania lokalnych producentów żywności ekologicznej. Bo niby po co? Lepiej dać te pieniądze dla Supraśla, a z Suwalszczyzny zrobić rezerwat dzikiej przyrody i objąć wszystko programem Natura 2000. Jak się mieszkańcom zechce kultury, mogą przecież wybrać się do pobliskiego Białegostoku czy Supraśla. Co do podróży można by tu wspomnieć o ultraszybkich połączeniach kolejowych, które każdego roku są systematycznie likwidowane, ale to już chyba dłuższa historia.



ciekawe linki:

http://wyborcza.pl/1,75248,8878179,Koniec_kultury_w_Wigrach.html

http://radio5.com.pl/?id=1&ia=29335

http://radio5.com.pl/video/571,film,jaroslaw-zielinski-o-obwodnicy.html

http://radio5.com.pl/index.php?id=1&ia=29320

http://www.gddkia.gov.pl/userfiles/articles/z/z_B3_mapy_gr_II_po_2013/GII.2_51_S61_Augustow.pdf

http://www.gddkia.gov.pl/userfiles/articles/z/z_B3_mapy_gr_III_po_2013/GIII.2_32_S61_OstrowM_Budzisko_E.pdf

http://www.gddkia.gov.pl/article/6590/s-61-obwodnica-suwalk---posiedzenie-uzupelniajace-do-zopi-z-2007-nowe-materialy

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Rocznica wprowadzenia stanu wojennego


Dzisiaj przypada kolejna już 29 rocznica wprowadzenia stanu wojennego w PRL. Jak zwykle powraca dyskusja na temat generała Jaruzelskiego. Sądzić, nie sądzić, jedni nazywają go komunistycznym dyktatorem inni używają do tego określenia o bardziej pozytywnym zabarwieniu jak architekt stanu wojennego itd. Nie chce się tutaj jednak bawić w sędziego ani polityka a jedynie polecić do obejrzenia dwa filmy zrealizowane przez TVP "Towarzysz Generał" oraz "Noc z generałem". Jeden przedstawia ocenę postaci Jaruzelskiego widzianą z poziomu historyków drugi jest dialogiem z generałem na temat dni grudniowych.

Towarzysz generał 1/7



Noc z generałem: http://www.tvp.pl/filmoteka/film-dokumentalny/historia/noc-z-generalem/wideo/noc-z-generalem-film-dokumentalny/234828

niedziela, 12 grudnia 2010

Kartografia wojskowa, czyli co można wyczytać ze starych map.




Biorąc do ręki starą mapę wojskową, można odczytać z niej czasami coś ciekawego. Oczywiście sam tego doświadczyłem i teraz chcę się pochwalić :). Na polskiej mapie z 1931 r. dla pasa Filipów, opracowanej na podstawie mapy niemieckiej 1:25000 z r. 1921-1926, można dowiedzieć się na przykład, jak wyglądała zabudowa Bakałarzewa oraz okolicznych miejscowości. Wyraźnie zaznaczone są kościół, bożnica żydowska, młyn oraz cmentarz. Jednak tym co zainteresowało mnie najbardziej są oznaczenia okolicznych folwarków, po których obecnie nie ma śladu (na załączonym zdjęciu widać m.in.: Fw. Czerwonka, Fw. Nowopole, Fw. Siekierowo). Ciekawym faktem jest też ilość zabudowań, można sobie porównać, ile domów było w ówczesnym Bakałarzewie, a ile np. w Borawskich, które - muszę przyznać - były całkiem nieźle rozbudowane jak na tamte lata. Interesujący jest też fakt, że gmina nie nazywała się Bakałarzewo, tylko Wólka, ale oczywiście siedziba była w Bakałarzewie :). Ze względu na to, że tereny te były zajmowane i przez Niemców, i przez Rosjan, Bakałarzewo często występuje też na mapach wojskowych okupantów. Z racji tego, że są to mapy wojskowe, są one raczej bardzo szczegółowe i czasami mogą być pomocne, np. do tego aby odnaleźć dom, który pochłonęła zawierucha wojenna.

niedziela, 7 listopada 2010

Mariawici w Filipowie


Szukając ostatnio informacji o mariawitach w Filipowie, natrafiłem na artykuł opublikowany przez Andrzeja Matusiewicza na łamach Jaćwieży, "Arianie i Mariawici w Filipowie". Jest to bardzo ciekawy i zwięzły opis historii mariawitów w Filipowie oraz rozłamu w tamtejszym kościele katolickim. Artykuł o tyle jest ciekawszy, że uzupełniony o oryginalne wypowiedzi uczestników tamtych wydarzeń. Polecam wszystkim zainteresowanym:

Filipów jedno z trzech, obok Raczek i Bakałarzewa, byłych miast leżących nad Rospudą powstał na terenie włości szembelewskiej, utworzonej w 1512 roku przez Fotiana Szembela. Było to pierwsze miasto królewskie w tej części Suwalszczyzny. Akt lokacji na prawie magdeburskim wystawił 8 września 1570 roku w Warszawie król Zygmunt August. Miasto otrzymało herb Rak, trzy jarmarki, targ tygodniowy, liczne zwolnienia i ogromny obszar obejmujący miasto oraz znaczną część puszczy dookoła. Swymi granicami sięgało jeziora Rospuda i jeziora Jemieliste. Do początku XVII wieku powstały tam przedmieścia Jemieliste, Olszanka, Szafranki i Wólka. Niespełna rok później, 29 lipca 1571 roku, Zygmunt August przywilejem z Warszawy uposażył parafię filipowską. Na swe utrzymanie otrzymała sześć włók ziemi (powstała tam wieś Tabałówka), sześć placów w mieście oraz dziesięcinę, kolędę, prawo łowienia ryb i wolne mlewo.

Filipów należy do miejscowości Suwalszczyzny o najciekawszej historii o wyjątkowej przeszłości religijnej. Tu na przełomie XVI i XVII wieku powstał ośrodek ariański, a w początkach wieku XX mariawicki.

Filipów i okolica tworzyły starostwo filipowskie. Pierwszym znanym starostą był Aleksander Gwagnin (1534-1614), Włoch z Werony. Otrzymał je w dożywocie w 1574 roku z nadania zapewne Henryka Walezego. Wówczas też wycofał się ze służby w wojsku. W następnych latach popadł w zatargi z poddanymi i prawdopodobnie rozpoczął jakieś operacje finansowe, gdyż w 1576 roku pozaciągał poważne długi. 12 maja 1578 roku otrzymał królewski przywilej na wypalanie popiołów w starostwie filipowskim. W 1576 roku powrócił do służby królewskiej i wziął udział w wyprawie na Gdańsk. W 1578 roku w Krakowie wyszło pierwsze wydanie jego pracy Sarmatie europeae descriptio, dedykowane Stefanowi Batoremu.

Zaciągnięte wcześniej długi spowodowały, że już być może w 1579 roku sprzedał starostwo filipowskie Mikołajowi Bucelli (zm. 1599) lekarzowi królewskiemu. Ten ofiarował je swojej siostrze lub bratanicy Małgorzacie Lippi de Bucellis (zm. 1603 lub 1604), żonie Krzysztofa Morsztyna (1522-1600). Wkrótce uprosił króla o nadanie starostwa małżonkom Morsztynom. Stało się to 10 listopada 1584 roku. Następnym starostą był syn Krzysztofa, także Krzysztof (zm. 1642).

Morsztynowie należeli do wybitnych działaczy ariańskich. Rodzinne dobra na Podgórzu pod Krakowem były ośrodkiem arianizmu w Koronie, a dzięki staraniom Morsztynów, takim ośrodkiem w Wielkim Księstwie Litewskim stał się Filipów. Przewodnikiem duchowym Morsztynów był Faust Paweł Socyn (1539 Siena 1604 Lusławice), który w latach 1583-1587 przebywał w Pawlikowicach, majątku Morsztynów pod Krakowem, a w maju 1586 roku ożenił się z Elżbietą Morsztynówną (zm. 1587), córką Krzysztofa. Miał z nią córkę Agnieszkę. Po skazaniu Socyna na śmierć przez inkwizycję w Sienie w 1591 roku i konfiskacie majątku we Włoszech, został pozbawiony dochodów na utrzymanie. Wiódł skromny tryb życia i korzystał z pomocy przyjaciół, głównie wspomnianego już medyka królewskiego Mikołaja Bucelli, który udzielił mu mieszkania i utrzymywał go w latach 1593-1597.

Zbór ariański w Filipowie założył w 1594 roku Krzysztof Morsztyn. Sam gorliwie swe idee propagował na terenie starostwa i w miejscowym gimnazjum, które założył Mikołaj Bucelli i mieszczanie filipowscy. Stefan Batory 28 maja 1585 roku dokumentem z Niepołomic zatwierdził jego założenie, a na utrzymanie miasto otrzymało siedem włók ziemi jeszcze niewyrobionych (dzisiaj w granicach wsi Jemieliste).

Od założenia zboru aż do 1610 roku jego przełożonym i jednocześnie kaznodzieją był Jan Volkel (zm. 1618), mąż uczony i wielkiej wymowy, znany teolog i polemista zborowy, bardzo zaprzyjaźniony z Morsztynem. Pochodził z Saksonii, do Polski przybył w 1585 roku. W Filipowie w 1608 roku był kaznodzieją Andrzej Wiszowaty senior. Tu był wicestarostą i gorliwym apostołem arianizmu Stanisław Wiszowaty, ożeniony z jedyną córką Socyna, Agnieszką. Z tego małżeństwa urodził się w Filipowie 26 listopada 1608 roku Andrzej Wiszowaty, największy teolog ariański.

Krzysztof Morsztyn młodszy otrzymał w 1623 roku od króla zgodę na odstąpienie starostwa filipowskiego Józefowi Korsakowi, późniejszemu wojewodzie mścisławskiemu. Być może utrata możnych protektorów, reakcja katolicka oraz niszczące okolice "morowe powietrze" spowodowały upadek arianizmu w Filipowie.

Po ponad trzech wiekach znaczne wpływy w Filipowie uzyskali wyznawcy jedynej polskiej herezji w kościele katolickim mariawici. Stało się to za sprawą wikariusza filipowskiego ks. Józefa Hrynkiewicza. Według ks. Henryka Bagińskiego, autora opracowania Dzieje mariawityzmu w Filipowie, początki ... [jego] krętackiej roboty są niejasne". Najpierw, prawdopodobnie w 1904 lub 1905 roku począł głosić z ambony o bliskim końcu świata, o przyjściu antychrysta, "o pewnej świętej niewieście", w której rękach jest miłosierdzie, rozdawał wśród ludzi medaliki z Matką Boską Nieustającej Pomocy. W jego mieszkaniu odbywały się tajne konferencje, a po wioskach ?rozsyłał swych agitatorów, ci zapisywali na listy "zakonu mariawitów". Przez władze kościelne został przeniesiony z Filipowa do innej parafii. Przez rok był poza Filipowem. Wrócił tu wiosną 1906 roku jako kapłan suspendowany, czyli zawieszony w pełnieniu obowiązków.

W niedzielę Wielkiego Postu zjawił się w kościele i wówczas, w trakcie nabożeństwa, ks. Pius Andziulis, wikariusz filipowski, wskazał na niego z ambony "jako heretyka, odszczepieńca, wilka w skórze barankowej, prowadzącego dusze ludzkie na wieczne zatracenie". Ten, wychodząc z kościoła, pociągnął "za sobą nieomal całą parafię, udał się do gospodarza Jana Wróblewskiego w Filipowie i tam na podwórku wygłosił pierwsze po odszczepieństwie kazanie, a w mieszkaniu odprawił nabożeństwo". 12 marca administrator diecezji sejneńskiej wysłał do "ukochanych wiernych w Chrystusie parafian filipowskich" list przedstawiający herezję i informujący o ekskomunice, którą ściągnął na siebie ks. Hrynkiewicz. List zawierał też groĽbę, że wyznawca herezji "nie będzie pogrzebany na świętym miejscu, czyli cmentarzu katolickim, nie wolno będzie modlić się za jego duszę, ci zaś wszyscy, którzy by słuchali jego nauki, wpadną w tąż samą karę kościelną".

Proboszcz filipowski, ks. Julian Akielewicz, 28 marca prosił administratora diecezji sejneńskiej o przysłanie do odprawienia rekolekcji ks. Romualda Jałbrzykowskiego, profesora seminarium sejneńskiego. 27 maja mariawici naszli kościół filipowski i śpiewali swoje pieśni. Nie usłuchali próśb ks. J. Akielewicza, a opuścili kościół dopiero po zjawieniu się wójta, pisarza gminnego i policji. Ksiądz podał ich do sądu gminnego. Oto jak te wydarzenia przedstawi' anonimowy autor relacji (cytat z oryginalną pisownią):

Z cego posło? A no, z rozanca! Siedzim my w ławkach po prawej stronie i tatek w kazdo niedziele śpiewamy w kościele różaniec... Nie dośpiewali my jesce do pulowy as tu wchodzo mankietniki (może jekiech dwudziestuch, trzydziestuch): usiedli w ławkach po lewej stronie i dalej śpiewać różaniec od pocatku. My ciągnieni dalej, a joni nas przebijajo! Cysta Sudoma i Gomora stała w kościele... Wsed probosc, ksiądz Akieleic i po dobremu gada do mankietnikow:

Chceta śpiewać, śpiewajta razem, a nie jene jenem naprzeciwko! Bo to nie modlitwa tylaj obraza Boska! A te mankietniki, jak nie zacno jeden bez jenego obzywać probosca wyzwiskami! As nas ciarki przelatuwali słuchać. Probosc swoje; każe jem wyjść z kościoła, jeśli nie chco spoinie się modlić, a joni swoje! Koniec koncow my przestali śpiewać i joni małopomału się wykotłowali z kościoła. Ale jesce wychodząc się wygrażali proboscoju: my tobie, taki nie taki, skurwy synu pokazem! (a mieli nasykowany worek z popiołem, solo i tabako i kije za płotem, naprzeciwko kościoła. Sli widać sukać zacepki, coby kościół od prawowiernech odebrać. Na co ten worek chtości z tech co widzieli, się pyta. A Sojka Franek na to: Niech tyło z nami prawowierne się zacno, to my jem pokazem: zasypiemjem ślepie popiołem!).

Probosc za zniewagie podał skargie do sądu. I sprawę wygrał. A ten sąd buł, jek wiecie, w Zdanoicowem domu, zara od rynku, kole wikarjatu! To kiedy ta sprawa sła sie nazlatuwalo tech mankietnikow co niemiara! I w sądzie i na drodze pełno jech było, może więc jek do setki! To kiedy zasłychneli, co sąd przysądziuł racje proboscoju, a nie jem

to się skotłowali i runęli pod gore

na plebanie księdza bić! Leco joni z kijoma, rozjusone a babyi dzieci z niemi. Potencas wieźli nase chłopy siano foroma z pola. Obacyli co się świenci, pozlatuwali z forów, kłonice powymalii doskocyli do tech mankietnikow:

A wy dzie tu? I cego? Nie się wzejdzieta do swojech domów, w mig to popamientata nas!!!

A chłopy byli silne, postanowne: jenemu, i jemu wyrwali kij z renki i pod nosem pogrozili. Mankietniki popatrzali co tu nie przelewki i się porozchodzili. To to tak z niemi było!... Opowieduwał mnie wikary, ksiądz Cyplejewski: co jek usłysał po sądzie ten armider na drodze to wysed na ganek i patrzał co tu będzie, kiedy ten tłum z takiem gwałtem leci do plebani. By się zdaje miał chieńć snzec probosca, a tu nie było jek. Nareście i sam buł w strachu. Nie miałem dotąd najmniejszego pojęcia co to herezja!

Problem był z grzebaniem zmarłych mariawitów. We wrześniu 1906 roku urząd gubernialny w Suwałkach, za pośrednictwem administratora diecezji sejneńskiej. nakazał ks. Akielewiczowi grzebanie mariawitów na cmentarzu katolickim. Ponieważ prawo kanoniczne zabraniało chowania sekciarzy na miejscu poświęconym (ewentualnie tam, gdzie leżą niechrzczone dzieci), Administrator w obawie przed zamieszkami proponował utworzenie specjalnego cmentarza dla mariawitów. Przez jakiś czas grzebano ich jednak "na wyznaczonym dla innowierców miejscu obrębie cmentarza". Później wyznaczono nowy, istniejący nadal cmentarz mariawicki.

W "Tygodniku Suwalskim" w październiku 1906 roku stwierdzono jedynie, że Filipów "nieraz był świadkiem gorszących zatargów z miejscowym proboszczem".

Wyrokiem Piusa X z 5 grudnia 1906 roku mariawici zostali wyklęci i wyłączeni z Kościoła. Administrator diecezji sejneńskiej, dekretem z 26 grudnia, dał ks. Hrynkiewiczowi dwudziestodniowe ultimatum na nawrócenie się. Po jego upływie został wyklęty i wyłączony z Kościoła. Wraz ze współwyznawcami założył wówczas gminę mariawicką w Filipowie. Według ks. Bagińskiego, mariawici rekrutowali się "z najbiedniejszej klasy, niektórzy ludzie zaledwie posiadają po parę mórg ziemi".

Przez krótki czas modlili się w zabudowaniach Jana Wróblewskiego przy ul. Poświętnej, a później przenieśli się do Wojciecha Wróblewskiego na ul. Garbaską. Domagali się od władz wydania kapliczki na cmentarzu. W 1908 roku zakupili mariawici karczmę w rynku i 2 lutego ks. Hrynkiewicz dokonał jej poświęcenia na kaplicę. Drugą kaplicę wznieśli mariawici we wsi Tabałówka, ponieważ "cała wieś i częściowo sąsiednie były mariawickie" (w 1923 roku już jej nie było).

Zróżnicowane są szacunki wiernych: według danych mariawickich, w 1909 roku w Filipowie było ich ok. 600, a w okolicach Suwałk 300. Według danych katolickich, w tym samym roku na całej Suwalszczyźnie miało ich być ok. 450. Te same źródła informują, że w 1915 roku mariawitów było 300, w 1918 - 200, w 1922 - 200, w połowie 1923 roku 175, a w 1937 - 130. Mariawici zamieszkiwali wsie: Jemieliste, Motule, Tabałówkę i Zusno. Do tej parafii należeli także wyznawcy z Jeleniewa, Bakałarzewa, Przerośli i Suwałk.

Podstawowe finanse parafii pochodziły z dochodów szwalni żeńskiej ("Szyć niosła cała okolica"), w której przez całą dobę pracowało osiem szwaczek i sześć maszyn (w 1923 roku szwalnia przynosiła tygodniowo do miliona marek zysku). "Kosztem szwalni został postawiony duży dom drewniany, w którym obecnie mieści się kaplica, szwalnia, ochronka i przytem mieszkają Hrynkiewiczowie, dwie zakonnice oraz innych kilkanaście niewiast "zakonnych". Karczma, w której poprzednio był "dom modlitwy", została rozebrana".

4 października 1922 roku gościł w Filipowie mariawicki biskup J. Próchniewski, który przyjechał "utwierdzać swoich wiernych, przewidując akcję ze strony Kościoła". Wkrótce, bo w listopadzie 1922 roku, zabroniono "z ambony" niesienia szycia i "w ogóle każdej roboty do mankietnikow pod karą odmówienia rozgrzeszenia, motywując tym, że kto daje robotę mankietnikom ten ich popiera, a tym samym sprzyja herezji". W konsekwencji dochody szwalni spadły do tego stopnia, że nawet szwaczki nie mogły zarobić na swoje utrzymanie i część z nich wyjechała. Ochronkę zamknięto na wiosnę 1923 roku, a zakonnica ją prowadząca wyjechała do Płocka. Nie udało się też rozpocząć zaplanowanej na wiosnę 1923 roku budowy murowanego kościoła.

Parafia funkcjonowała do lat sześćdziesiątych. Wówczas wyjechał do Płocka ks. Miros i cztery zakonnice. W styczniu 2000 roku spłonęła kaplica, wcześniej rozebrano dwa stare domy należące do parafii.



Źródła:
foto: http://www.mariawita.pl/htmls/indexpl.html
artykuł: http://rospuda.eu/historia-mainmenu-83/19-biografie/135-mariawici-i-arianie

sobota, 6 listopada 2010

Pompa funebris po sarmacku


          Sarmacki przepych pogrzebowy był czymś, co wyróżniało Rzeczpospolitą na tle innych europejskich krajów głównie w epoce baroku i czasach późniejszych. Można powiedzieć, że pogrzeb przypominał raczej przedstawienie niż ceremonię znaną w obecnych czasach. Najdostojniejsze pogrzeby mieli oczywiście monarchowie, na nich to wzorowała się magnateria, za którą podążała szlachta.
          Ludzi pospolitych chowano w ciągu 2-3 dni, natomiast wszystkich szlacheckiego stanu w zależności od ich majętności i powagi sprawowanych urzędów. Często uroczystości pogrzebowe odkładane były tygodniami, a nawet miesiącami, zanim wszystko zaplanowano i dopięto na ostatni guzik. W tym czasie ciało zmarłego było pozbawiane wnętrzności i balsamowane, aby mogło przetrwać tak długo. W przypadku kiedy zmarły poległ daleko poza domem, podróż powrotna przerywana była mszami w intencji nieboszczyka odprawianymi w napotkanych kościołach (w okresie letnim ciało przewożono do domu nocą, aby nie ulegało szybszemu rozkładowi).
Pogrzeb Jana Kazimierza i Michała Wiśniowieckiego (7)

          W dniu pogrzebu ciało nieboszczyka było odprowadzane do kościoła przez orszak, w skład którego wchodzili słudzy, urzędnicy, rycerstwo, księża, zakonnicy, rodzina zmarłego, przyjaciele oraz żebracy. Orszak oraz liczba sproszonego duchowieństwa zależała od pozycji nieboszczyka, i tak np. hetmana wielkiego koronnego Józefa Potockiego, zmarłego w 1751, żegnało 10 biskupów, 60 kanoników, 1275 księży katolickich, 430 unickich i grekokatolickich. W orszaku niesiono również liczne chorągwie pogrzebowe z wizerunkami zmarłego lub Jezusa, insygnia władzy, herby rodowe, herby miejskie oraz świece. Konie przyozdobione były żurawimi piórami i okryte w kapy ze złotogłowia, teletowe, tabinowe lub skórami lamparcimi.
          Zmarłego transportowano w trumnie, drewnianej lub wykonanej z metalu, np. cyny. Metalowe trumny miały też małe okienko - można było przez nie oglądać twarz zmarłego. Okienko zastępowano często portretem pogrzebowym, ponoć typowym tylko dla ziem Rzeczpospolitej. Portret taki miał kształt trumny (ośmiokąt lub sześciokąt), malowano go po śmierci (czasami trzeba było otworzyć nieboszczykowi oczy, żeby taki portret namalować) i jego cechą była autentyczność. W odróżnieniu od portretów malowanych za życia nie mógł być on upiększany, więc portrety takie są często dobrym źródłem wiedzy nt. autentycznego wyglądu danej osoby. Po pogrzebie portrety oraz epitafia (pisane wierszem białym chwalące nieboszczyka) wędrowały do naw bocznych kościoła, gdzie pokrywając się kurzem, miały przypominać żyjącym o przemijaniu oraz kruchości życia doczesnego. Często trumny kupowano już za życia i w przypadku szlachty trzymano w nich na strychu zboże. Kiedy zboże wysypało się nieopacznie z trumny, interpretowano to jako sygnał, że kostucha już jest blisko. Trumna wyściełana była aksamitem w kolorze purpury lub czarnym. W przypadku wojowników purpura symbolizować miała krew przelaną w walce.





Typowe portrety pogrzebowe (6)

          Kolejną ciekawostką był fakt, że często za trumną zmarłego jechał na koniu jego sobowtór lub osoba do niego podobna (był to zwyczaj starożytnych Rzymian). Wjechawszy do kościoła, spadał on z konia obok trumny nieboszczyka, symbolizując jego śmierć. Wydawać by się mogło to dość zabawne, a mimo to zwyczaj ten podtrzymano również na pogrzebie Zygmunta Augusta i Stefana Batorego. Często sobowtór znieczulał się alkoholem i upadając z konia, robił krzywdę sobie lub niszczył dekorację. Zwyczaj taki był na tyle częsty, że biskup wileński Stefan Pac wydał nawet specjalny dekret zakazujący wjeżdżania końmi do kościoła. Poeta Franciszek Karpiński, świadek uroczystości pogrzebowej wspomnianego wcześniej Józefa Potockiego, opisywał:
„z domu Bożego stajnię zrobiono. Wjeżdżali (...) wybrani rycerze po jednemu i ten z nich kruszył kopię przy herbie będącym u nóg hetmańskich, inny łamał szpadę, inny rzucał pałasz (...) inszy chorągiew itd. Każdy zaś przy nogach trumny spadał z konia, niby żal po hetmanie swoim udając. (...) dwaj z tych bohaterów świece na katafalku porozrzucali, ale udał się lepiej niby żal i spadanie z koni, bo byli dobrze pijani”
          Kolejną sarmacką specjalnością było castrum doloris, czyli zamek smutku. Stanowiło to rozbudowaną wersję katafalku umieszczoną w centralnej części kościoła przed ołtarzem lub w kaplicy. Opisywano je jako:

"(...) wielką bogatą strukturą, ustrojoną w rzeźbione, malowane i złocone akcesoria, w allegorye, posągi, emblemata, tarcze herbowe, dewizy i sentencyje, opiewające cnoty i zasługi zmarłego i tryumf śmierci zarazem." (1)

"Składał się też on z elementów takich jak: tempietty, baldachimy, fragmenty fortyfikacji, piramidy, obeliski, figury świętych, personifikacje, anioły, elementy heraldyczne i symboliczne, portret trumienny, sceny dekoracji i poteoru, wizerunki świętych, sceny z życia zmarłego. Jak wynika z powyżej wymienionych elementów castrum doloris to skomplikowana konstrukcja artystyczno-architektoniczna. Jej wykonanie pochłaniało wiele czasu, a także wymagało dużych kosztów przeznaczonych na ten cel. Im zamożniejsza była rodzina, tym wspanialszy był "zamek smutku". Do tej okazałej konstrukcji, jako element uzupełniający, wykorzystywano takie mnóstwo świeczników. Warto zaznaczyć, że wszystkie te dekoracje były przeznaczone do jednorazowego użycia i dlatego tworzono je z dość kruchego tworzywa." (2)

Castrum doloris Anny Radziwiłłowej<br />(zm. 1747)
Castrum doloris Anny Radziwiłłowej
(zm. 1747)(5)


          Po mszy odbywała się część ceremonii, podczas której łamano karabelę szlachcica, a także - w przypadku kiedy na nim wygasał ród - rozbijano tablice herbowe. Następnie wygłaszano liczne mowy wychwalające zmarłego; często wielu z zaproszonych gości chciało wychwalić nieboszczyka, licząc na chociaż malutki udział w pozostawionym po nim majątku.
          Oczywiście ze względu na rozmach urządzanych uroczystości oraz na liczbę zapraszanych gości (w przypadku bogatej magnaterii lub rodziny królewskiej szła ona w tysiące) koszty były niemałe. I tak na pogrzeb starosty inowrocławskiego Latalskiego w Łabiszynie (1583 r.) zjechało się 1700 gości w 1300 koni. Z kolei na pogrzebie Zamoyskiej z domu księżniczki Ostrogskiej liczba gości była tak ogromna, że dziennie bito dla kuchni 100 wołów (8). Wdowa po Jerzym Kalinowskim z Bukaczowców (kresy, Ukraina), aby wyprawić pogrzeb mężowi, musiała zastawić swoją złotą koronę wysadzaną brylantami, srebrne puchary, kandelabry, a nawet kosztowne zbroje i inne ornamenta bellica nieboszczyka. Mimo ogromnych kosztów bracia zmarłego i tak zarzucali wdowie, że nie dość wystawny pogrzeb uczyniła ich bratu (9).

Chorągiew nagrobna (10)


          Oczywiście nie wszyscy mieli pogrzeby wyprawiane z takim rozmachem, jak zostało opisane powyżej. Niektórzy zamiast przepychu woleli skromne pogrzeby, gdzie trumna niesiona była przez ubogich, a zamiast castrum doloris był prosty katafalk pod trumnę. Przykładem może tu być Mikołaj Krzysztof Radziwiłł, który kazał się ubrać w prostą sutannę do trumny, którą nieśli do grobu ubodzy. Zabronił też urządzania zwyczajowego spektaklu pogrzebowego u stóp castrum doloris (3). Podobnie postąpił hetman Stanisław Żółkiewski, który w swoim testamencie nakazał, aby pochować go "bez pompy, bez owych koni i kirysów" (4). Jedynym jego życzeniem było, aby w przypadku śmierci poza granicami Najjaśniejszej Rzeczpospolitej w miejscu jego pochówku usypać wielki kopiec, co by kraniec Rzeczpospolitej wyznaczał.
          Na koniec chciałem polecić film "Sarmacka ars moriendi" zrealizowany w Tykocinie i przedstawiający XVII-wieczny szlachecki rytuał pogrzebowy. Bardzo cieszy, że coraz częściej przeprowadzane są różnego rodzaju inscenizacje historyczne umożliwiające nam odkrywanie, jak wyglądało życie polskie w dawnych wiekach ;).
http://www.tvp.pl/bialystok/reportaz/bialostocka-szkola-reportazu/wideo/sarmacka-ars-moriendi/1609271


(1) W. Łoziński - "Życie polskie w dawnych wiekach"
(2) portal: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5090
(3) portal: http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=ed200348&nr=195
(4) J. S. Bystroń - "Dzieje obyczajów w dawnej Polsce : wiek XVI - XVII"
(5) zdjęcie: http://www.cmentarium.sowa.website.pl/Historia/PompaFunebris.html
(6) zdjęcia: http://anettaszota1.blox.pl/2008/11/Portrety-epoki-baroku.html
(7) zdjęcie: http://www.cmentarium.sowa.website.pl/Historia/PompaFunebris.html
(8) W. Łoziński - "Życie polskie w dawnych wiekach"
(9) W. Łoziński ibidem
(10) zdjęcie: http://www.cmentarium.sowa.website.pl/Historia/PompaFunebris.html

niedziela, 17 października 2010

Wigierscy Kameduli a kościół pw. Najświętszej Maryi Panny





W środku Lasu Bielańskiego na ul. Dewajtis znajduje się jeden z najpiękniejszych kościołów barokowych w Warszawie, jest to kościół pw. Najświętszej Maryi Panny. Stoi na zboczu malowniczej Skarpy Warszawskiej ukryty pośród kilkusetletnich drzew nieopodal Wisły (jest to najmniejsza parafia w Warszawie). Historia jego sięga XVII w., kiedy to król Władysław IV Waza ufundował klasztor kamedulski w podzięce za zwycięstwo nad Rosjanami w kampanii smoleńskiej w 1634 r.
Sam klasztor jak i jego otoczenie są bardzo ciekawe. Wewnątrz kościoła znajdują się XVII-wieczne dekoracje wykonane przez Michelangelo Palloniego, a także obrazy Franciszka Smuglewicza. W kościele złożono serce króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Spoczywają tu również jedyna córka Jana Kazimierza - Maria Teresa Wazówna i ks. Stanisław Staszic (jedna z czołowych postaci polskiego oświecenia). Kolejną ciekawostką jest uwiecznienie klasztoru przez Henryka Sienkiewicza w jego trylogii. Brat Jerzy, czyli płk Michał Wołodyjowski, o mały włos przyjąłby święcenia i wstąpił w jego mury na zawsze gdyby nie podstęp pana Zagłoby :).
Wracając do tematu, co mają wspólnego z tym miejscem wigierscy kameduli? A no fakt, że po trzecim rozbiorze Polski zaborca pruski skonfiskował dobra kamedulskie na Wigrach, likwidując tym samym klasztor (1800 r.), co spowodowało, że bracia zakonni trafili właśnie tutaj do klasztoru w podwarszawskich wówczas Bielanach.
Ekipa baccalariusa postanowiła udać się w to miejsce, aby sprawdzić, gdzie przywędrowali nasi mnisi. Po około 1,5 km spacerze przez Las Bielański dotarliśmy na miejsce. Okazuje się, że dawny klasztor nie jest tak mocno odosobniony jak jego Wigierski "bliźniak", mianowicie przylega on do zabudowań Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Można wręcz powiedzieć, że stanowi część kampusu. Na tyłach kościoła znajdują się eremy oraz ogród z kawiarnią, a po jego lewej stronie budynki uczelni. Ale tym, co zwróciło najbardziej naszą uwagę, jest szopka bożonarodzeniowa u stóp kościoła. Jak udało mi się ustalić, została ona wykonana przez Józefa Wilkonia, który pracował nad nią 1,5 roku. Szopka kryta jest gontem, ma 6m wysokości, składa się z kilkudziesięciu figur i waży uwaga, uwaga... 4 tony. Wszystkie figury powstały ponoć bez użycia dłuta, a jedynie za pomocą piły. Ale to nie wszystko - obok szopki swój wybieg ma osioł Franciszek, na którym ksiądz Drozdowicz co roku w Niedzielę Palmową okrąża kościół. Przed szopką stoi figura saksofonisty z zamontowanym głośnikiem, z którego w czasie świąt na teren kampusu rozbrzmiewają melodie kolęd.
To wszystko składa się na niepowtarzalny klimat tego miejsca, a osioł Franciszek jak dla mnie kosi całą konkurencję :). Poniżej galeria zdjęć z tej wyprawy.

ps. z zaufanych źródeł wśród braci studenckiej wiemy, że ryczenie osła czasami słychać podczas wykładów :)

polecamy również:
http://szpital.zabrze.pl/~mgielka/fotogaleria/wlodek/kameduli/index.htm

źródła:
http://dziedzictwo.ekai.pl/@@warszawa_kosciol_pokamedulski_na_bielanach
http://wiadomosci.gazeta.pl/kraj/1,34309,2430891.html
http://www.polishinfotrader.co.uk/historia-zespolu-pokamedulskiego---wigry-174.htm



Bielany_Warszawa_17_10_2010

niedziela, 5 września 2010

Animowana "Historia Polski" już jest w całości




Czekałem, czekałem i się doczekałem. W sieci jest już dostępna pełna wersja animowanej "Historii Polski". Filmu stworzonego przez Tomasza Bagińskiego i promującego nasz kraj na tegorocznym Expo w Szanghaju. Muszę powiedzieć, że i tym razem Pan Bagiński nie zawiódł swoim kunsztem graficznym ale jednak odnośnie merytoryki brakowało mi wielu wydarzeń z wieku XVII, który jak wiadomo był bardzo burzliwy w naszej historii. Może będzie release 2 to się je doda ;). Tymczasem gratuluje i trzymam kciuki za następne produkcje.